This website and domain are for sale. Serious inquiries only! Please ask at admin@reenacting.eu

Reenacting.eu

Portal informacyjny rekonstrukcji historycznej w Polsce

Bzura 2006 czyli TKS w ogniu…

Dodane przez Michał Marianowski • Sep 19th, 2006 • w kategoriach: II Wojna Światowa, Relacje
TKS który zapalił się podczas inscenizacji...

Moja druga wizyta na polach Brochowa miała cechy lekkiego Deja Vu – taka sama pogoda, to samo pole, to samo miejsce wśród publiczności, to samo towarzystwo znajomych z jakimi postanowiliśmy zawitać na inscenizację Bitwy nad Bzurą. Nawet spóźnienie zaliczyliśmy całkiem podobne – kiedy dojechaliśmy na miejsce, już z parkingu dobiegały nas odgłosy pierwszej potyczki… Tylko jedna cyfra w końcówce daty oraz obecność czterech zamiast dwóch tekturowych “chałup” po środku “sceny” odróżniały to “tło” na pierwszy rzut oka. Jak jednak łatwo się domyślić, byłoby raczej ciężko o jeszcze dalej idącą zbieżność z rokiem ubiegłym…

Kiedy przebiliśmy się do pierwszych rzędów poprzez zwartą ścianę “gawiedzi”, zaczynała się właśnie druga z “potyczek na rozgrzewkę”. Wzorem ubiegłego roku, goście z Czech pokazali nam walki graniczne z posterunkiem polskiej “granatowej” policji. Starcie przebiegło niemal identycznie jak zaprezentowano to rok temu – natarcie czechosłowackiej drużyny piechoty, wsparte wozem bojowym uzbrojonym w karabin maszynowy początkowo zepchnęło do tyłu polskich funkcjonariuszy. Z odsieczą przybyła polska piechota, która po przejęciu inicjatywy kontratakowała, odpierając wroga…

Następna w kolejności była “nowość”, czyli potyczka polsko – sowiecka. Niestety mój punkt obserwacyjny był umiejscowiony daleko poza zasięgiem oddziaływania nagłośnienia, tak więc z zapewne ciekawego komentarza jakim opatrzona była potyczka docierało do mnie tyle co nic. Dość ciężko było mi więc zorientować się co właściwie przedstawia inscenizacja, jednak ze względu na fakt używania przez niektórych Sowietów hełmów wg wzoru z lat 30-sych, mogę się domyślać, że były to walki we wrześniu 1939 roku gdzieś na Kresach. W początkowej fazie potyczki “na planie” pojawili się dwaj bliżej niezidentyfikowani dywersanci (lokalni separatyści?), którzy zaatakowali z bliskiej odległości zabudowania, w których wypoczywał oddział polskiej piechoty, a także kilku “granatowych”. O dziwo pomimo odpowiedzi ogniowej ze strony polskiej, dywersanci odskoczyli od zabudowań, po czym wpadli na zbliżający się od strony granicy Związku Sowieckiego oddział. Po krótkiej wymianie “uprzejmości”, Sowieci rozbroili dywersantów i odprowadzili na tyły (więcej ich nie widziano), po czym ruszyli kolumną w kierunku zabudowań polskich. Przed front sowieckiego szyku wysunął się oficer polityczny, dzierżący wielką tubę.

piechota polska

Jednocześnie jego oddział rozsypał się w tyralierę i zaległ, przygotowując się do wiszącego w powietrzu starcia z Polakami, którzy już czekali przygotowani. Oficer wezwał polską załogę do złożenia broni, jednak zamiast tego padł strzał, a ułamek sekundy później “polityczny” leżał już nieruchomo na ziemi. W tym momencie wszystkie lufy po obu stronach plunęły ogniem, Polacy zaczęli się cofać. Z pomocą przyszły im jednak posiłki, które po desancie z ciężarówki marki Praha zasypały wroga swoim ogniem, podobnie jak załoga karabinu maszynowego z wprowadzonej do walki taczanki. Pomimo udziału w starciu sowieckiego samochodu pancernego, natarcie załamało się i Sowieci wycofali się ze stratami, “po drodze” rozstrzeliwując sanitariuszki i rannych w zajętym polskim szpitalu polowym. W czasie polskiej szarży na kolby i bagnety prawdopodobnie kogoś poniosły emocje i na środku pola walki dała się zauważyć, nawet z dość dalekiego miejsca pośród publiczności, jakaś sprzeczka między polskimi a czeskimi miłośnikami żywej historii. Po chwili nieporozumienie zostało chyba jednak wyjaśnione, gdyż obie formacje ustawiły się w szykach paradnych i oddali przysłowiowy “ukłon publiczności”…

I w końcu to po co wszyscy pojawili się na miejscu – inscenizacja walk nad Bzurą z kampanii wrześniowej. Polska piechota zajęła pozycje obronne w pobliżu zabudowań, gdzieś w oddali pod lasem majaczyły sylwetki artylerii. W oddali na horyzoncie pojawia się niemiecka kolumna pojazdów, nad którą po chwili nadlatuje polski samolot, pozorując ostrzał. Odzywają się także karabiny polskiej piechoty, która już po chwili wycofuje się ze względu na udział broni pancernej pośród nacierających w postaci PzKpfw II, SdKfz 222 oraz SdKfz 251. Z ciężarówek rozsypała się piechota Wehrmachtu, pojawili się także zwiadowcy na motocyklach, którzy poprowadzili natarcie. Pośród ruszających do ataku Niemców, nie sposób było nie zauważyć pododdziału cyklistów (!), których postacie wiernie odtworzyli członkowie GRH III Bastion Grolman. Doszło do początkowo ostrego starcia, w którym po obu stronach walczących wspierała artyleria i broń pancerna. Tradycyjnie już, wykorzystywana była ogromna ilość imponującej pirotechniki, jednak swego rodzaju sensacją w szeregach publiczności stał się autentyczny pożar TKS-a! Choć początkowo z daleka wyglądało to jak ogień pozorowany, to akcja gaśnicza współczesnego wozu strażackiego pozbawiła złudzeń nawet najdalej stojących widzów.

Płonące zabudowania nad Bzurą...

Po około trzydziestu minutach trwania potyczki, w akcji nastąpił dość dziwny impas. Żołnierze obu stron zalegli w trawie, od czasu do czasu padały pojedyncze strzały lub krótkie serie z kaemów, do niemieckiego szpitala polowego kursowały co jakiś czas motocykle dowożące rannych. W centralnej części pola bitwy miały miejsce tylko niewielkie wahania frontu, sukcesywnie wysadzono także atrapy budynków, a część pojazdów pancernych biorących udział w starciu “spalono” za pomocą świec dymnych. Statykę jaka zapanowała w połowie inscenizacji przerwały jeszcze tylko dwie szarże polskiej kawalerii (swoją drogą nie wiem po co nadal podtrzymywany jest mit polskiej jazdy szarżującej z szablami na piechotę wspieraną bronią pancerną…) i polski kontratak w końcówce, który jednak nie odniósł zamierzonego efektu – Polakom nie udało się przebić ku broniącej się Warszawie… Zakończenie było najdziwniejsze w całej inscenizacji – część “aktorów” ustawiała się już w szykach do prezentacji dla publiczności, natomiast część nadal toczyła odizolowane pojedynki wręcz, albo eskortowała jeńców i rannych na tyły – nawet będąc obserwatorem patrzącym na wszystko zupełnie z boku, dało się dostrzec, że coś poszło nie tak jak pierwotnie zamierzano…

Na koniec odbyła się parada grup i stowarzyszeń uczestniczących w inscenizacji i po sprawdzeniu terenu bitwy przez pirotechników, wielotysięczny tłum widzów został wpuszczony na obszar, gdzie jeszcze przed chwilą toczony był “krwawy bój”, aby móc obejrzeć z bliska umundurowanie i wyposażenie obu stron, a także porozmawiać z uczestnikami widowiska.

Pomimo obecności kilku nowych pojazdów, jakich nie było rok temu w Brochowie (jak choćby replika czołgu PzKpfw II), a także dużego zaangażowania wszystkich uczestników inscenizacji, w oczach bardziej wymagających widzów tegoroczne widowisko Bitwy nad Bzurą mogło pozostawić lekki niedosyt. Oczywiste jest, że nie da się zupełnie zaskoczyć świadomej publiczności, gdyż ciężko o jakieś alternatywne scenariusze przy odtwarzaniu wydarzenia historycznego, o powszechnie znanym przebiegu i konsekwencjach. Inscenizacja straciła jednak znacznie na jakości ze względu na utratę dynamiki, jaką cechowała się w swej początkowej fazie. Dodatkowo rozczarowywało także podawanie “odgrzewanego dania”, w postaci walk na granicy Polsko – Chechosłowackiej, o niemal identycznym przebiegu jak te prezentowane rok temu. Dla kogoś kto na inscenizację do Brochowa zawitał po raz pierwszy, zapewne na dłuższy czas Bzura 2006 pozostanie widowiskiem niezapomnianym. Jednak dla kogoś kto już miał okazję przyglądać się wrześniowym zmaganiom na tych polach, ciekawych i zaskakujących elementów było nieco zbyt mało, aby wywołać zachwyt – ja osobiście odczuwam umiarkowane zadowolenie z lekkim niedosytem na rok przyszły, szczególnie jeśli chodzi o dopracowanie tempa akcji i czytelnego dla publiczności zakończenia…

Otagowano: , , ,

Michał Marianowski to członek GRH Airborne 101. Odtwarza w niej strzelca – zwiadowcę. Swoją przygodę z reenactingiem rozpoczynał w Lidze Baronów. Cechuje go wielki perfekcjonizm w tym co robi. Dużą uwagę przykłada do wyglądu odtwarzanej postaci, umundurowania, ekwipunku, wiedzę merytoryczną i praktyczną. Dotyczy to wszystkich epok historycznych. Chętnie służy pomocą, udziela cennych rad i wskazówek miłośnikom historii i reenactingu, którzy dopiero rozpoczynają swoją przygodę z „żywą historią”. Oprócz rekonstrukcji historycznej jego wielkim zamiłowaniem jest paintball i harcerstwo. Wiele czasu poświęca również webdesign`owi i grafice komputerowej.
Napisz do autora | Wszystkie posty autora: Michał Marianowski

Wpisz odpowiedź

*
To prove you're a person (not a spam script), type the security word shown in the picture. Click on the picture to hear an audio file of the word.
Click to hear an audio file of the anti-spam word