Reenacting.eu

Portal informacyjny rekonstrukcji historycznej w Polsce

Bzura 2007 - relacja [cz1]

Dodane przez Maciej Radwański • Oct 3rd, 2007 • w kategoriach: II Wojna Światowa, Relacje

BZURO! Rzeko (rekonstrukcjo) nadziei!

Czyli rekonstrukcja historyczna bitwy nad Bzurą 2007, okiem uczestnika po stronie niemieckiej.

Ten przewrotny tytuł nawiązuje do pewnej książeczki i dotyczy właśnie nadziei pokładanych w największej II-go wojennej rekonstrukcji historycznej w Polsce. Rekonstrukcja bitwy nad Bzurą, to coś więcej niż “jakieś tam reko”. Jest to punkt odniesienia, do którego często porównuje się inne imprezy tego typu. Można by rzec, że “Bzura” to wartość sama w sobie, rekonstrukcja przez duże “R”. Tak było dotychczas, ale czy inne imprezy nie podjęły skutecznie rękawicy, deklasując ją?

Była to już piąta “Bura”, która znaczy mój rekonstrukcyjny szlak bojowy. Niestety od dobrych paru lat forma i pomysł na tę imprezę jest taki sam. Ach, jak brakuje mi takiego skoku jakościowego, jaki miał miejsce między edycją w roku 2003, a w roku 2004! Tymczasem “Bzura 2007″ - konie, maszyny, pole rekonstrukcji, makieta wioski, rzewne nudzenie się na sobotnich próbach - w zasadzie to samo co rok, czy dwa lata temu. Krótko mówiąc, spodziewałem się czegoś więcej po tegorocznej edycji imprezy, która już na stałe wpisała się w kalendarz polskiego reenactingu.

Pierwsze moje wrażenia na tegorocznej”Bzurze” były bardzo pozytywne. Docierając na miejsce zakwaterowania tak zwanej “strony niemieckiej”, czyli do brochowskiej remizy strażackiej, z radością zrzuciłem graty w to samo miejsce co zawsze, czyli pod “kulą dresiarza” zawieszoną pod sufitem, która dobitnie świadczy o tym, że to tu właśnie kwitnie lokalne dyskotekowe życie towarzyskie. Po zameldowaniu się w “dowództwie garnizonu niemieckiego”, każdy otrzymał kolorowy identyfikator, plakat oraz ciekawy prezent od organizatorów - mapkę Brochowa i okolic z naniesionymi strzałkami wskazującymi miejsce przeprawy Wojska Polskiego przez Bzurę w 1939 roku, wzbogaconą o dodatkowe informacje, które wzbudzały szczerą ciekawość czytającego. Następnie odbyło się integracyjne spotkanie na polu bitwy. Ciepło ogniska, smak dobrego piwa (na koszt firmy), żywa rozmowa, to wszystko wywołało dobre nastroje u “wojska”. Resztę wieczoru spędziliśmy przeglądając na laptopie materiały z rekonstrukcji historycznej “Czerniaków 1944-2007″.

Gdy w końcu postanowiłem wstać od stołu i położyć się spać okazało się, że na moich rzeczach położył się jakiś nieznany mi osobnik, wyraźnie znieczulony długą podróżą tudzież procentami (albo łącznie jednym i drugim). Na szczęście szybka interwencja szefa garnizonu “Williego” doprowadziła sytuację do szczęśliwego zakończenia. Niesmak jednak pozostał.

Warty zostały wystawione zgodnie z planem i ogólnie przestrzegano harmonogramu zajęć, którą powiesili chłopaki z AA7, odpowiedzialni za porządek w “garnizonie niemieckim”.

Bzura 2007 relacja W sobotę rano, wszyscy wstali bez kłopotu. Nikt nie słaniał się na nogach - chyba groźba użycia alkomatu, skutecznie odstraszyła potencjalnych pijusów. Apel, znowu apel i wyjście w pole. W tym momencie przestało być już tak kolorowo. Przez cały dzień marzliśmy na polu nie robiąc w zasadzie nic konstruktywnego. Owszem była próba, ale tylko jedna! Podjęto też kwestie związane z rozdysponowaniem broni na poszczególne grupy (wypożyczenie karabinu + 25 sztuk amunicji kosztowało 50 PLN, a organizator za darmo zapewnił jedynie broń zespołową). Mogliśmy poobserwować sobie jeszcze ekipy techniczne montujących różne ustrojstwa, mające zapewnić relację z pola bitwy na żywo niczym w “Big Brother”. No i jeszcze wiatr zdmuchnął dach z makiety wioski, więc trzeba było poprawiać nasze chatki. Nie chodzi o to że wojsku zimno przeszkadza, ale można było lepiej zagospodarować czas teoretycznie przeznaczony na próby, a w praktyce zmarnowany na bezczynne stanie i starania ogrzania przy pomocy małego ogniska, podsycanego elementami niewykorzystanej scenografii.

W niedzielę na brochowskie pole ściągnęła masa ludzi. Cywile przybyli tu nie tylko po to, by zobaczyć nas rekonstruktorów w akcji, ale także by kupić słodycze, czy też pozjeżdżać z dmuchanej zjeżdżalni zwieńczonej postacią dmuchanego Batmana. A to wszystko z następującego powodu - stoiska drobnych sprzedawców rozstawiono tuż obok pola gdzie miała odbyć się rekonstrukcja. Znalazło się i coś dla rekonstruktorów, którzy mieli okazję zaopatrzyć się w ciekawe fanty od sprzedawców militariów, tudzież napchać chlebak zakupionymi sucharami wojskowymi.

Rekonstruktorzy przechadzający się między cywilami prezentowali się nienagannie. Co do strony polskiej nie mogę nic powiedzieć, bo nie jestem kompetentny w tej materii, natomiast “Niemcy’ wyglądali jak żywcem przeniesieni w czasie z 1939 roku. Żadnych zbędnych szelek bojowych, żadnych A-ram, pokrowców w “fajne kamo”, zarostu czy baczków. Gdzieniegdzie pojawiały się hełmy bez kalkomanii, współczesne okulary czy zegarki, ale ogólnie wszystkie środowiska rekonstrukcji niemieckiej trzymały poziom, a regulamin mundurowy był ściśle przestrzegany. Do udziału w rekonstrukcji nie została też dopuszczona “Różyczka”, ponieważ jej malowanie nie było właściwe na okres kampanii wrześniowej (samo użycie pojazdów typu SdKfz 251 podczas Fall Weiss jest tematem na osobny wątek). Sam “esdek” ostatecznie urozmaicił dioramę chłopaków z GRH Festung Breslau, którzy choć w inscenizacji nie wzięli udziału, to właśnie w drodze statycznej prezentacji postanowili wspierać imprezę. Po stronie polskiej widziało się m.in. rekonstruktorów mających na oko kilkanaście lat, ale w tym przypadku zawierzyłem odpowiedzialnym za porządek w polskim garnizonie, że dopilnowali wymogu pełnoletności wśród swoich podkomendnych.

Inscenizacje

Bzura 2007 relacja Najpierw odbyła się mniejsza inscenizacja pt. “Granica 1939″, a potem wreszcie (z opóźnieniem) zaczęła się już właściwa rekonstrukcja. Podczas samej inscenizacji czułem się jak w klatce, albo jak starożytny gladiator, gdyż w tym roku zadecydowano by barierki dla publiczności z trzech stron otoczyły prostokąt tworzący pole rekonstrukcji. Dzięki temu nareszcie publiczność nie wchodziła na pole walki - metalowe barierki to jednak nie to samo co biało-czerwona tasiemka. W każdym razie wyraźnie czułem bliską obecność publiczności, ponieważ ta bardzo wesoło komentowała to co aktualnie się dzieje, a zwłaszcza różne wpadki na polu podczas inscenizacji (pozdrowienia dla pana pirotechnika w czarnym kombinezonie, ganiającego z kabelkami miedzy “walczącym wojskiem” - “Run Forrest! Run!”). Kolejna ciekawostka to śmieci! Jeśli w ogóle były jakieś śmietniki (a takich nie zauważyłem, choć przez kilka dobrych lat “służyłem” w rekonstrukcyjnym oddziale batalionu rozpoznania), to było ich za mało! Efekt? Podczas trwania rekonstrukcji w powietrzu szybowały białe torebki z plastiku i inne niezidentyfikowane obiekty latające. Dzięki temu że leżałem wtedy na ziemi, nie było chyba widać jak dosłownie ryczałem ze śmiechu, wsłuchując się w komentarze publiczności dotyczące tej wpadki.

Oczywiście mając za sobą raptem tylko jedną próbę, poszczególne elementy scenariusza nie zgrały się ze sobą. “Wojsko”, a zwłaszcza dowódcy, są jednak na tyle doświadczeni, że improwizacja wyszła nam dość dobrze. Oczy publiczności cieszył widok ganiających po polu żołnierzy, jeżdżących pojazdów i wybuchów (choć te były bardzo nieudane) oraz latającego gdzieś wysoko samolotu. Nie spłycajmy jednak zbytnio tematu - trzeba wspomnieć o morderczej walce o wieś, o “nieśmiertelnych”, “niezniszczalnych” itp., widowiskowej szarży kawalerii, tańcu pojazdów pancernych, przejmującym krzyku “walczących” i szczęku oporządzenia. Na koniec nieodzowna bieganina po polu w poszukiwaniu pogubionego ekwipunku (byleby zdążyć zanim wejdzie tu publiczność). Jako podsumowanie odbyła się defilada rekonstruktorów, a niemiecki czołg rozjechał resztki tego co zostało z dioramy wsi.

Publiczności impreza bardzo się podobała, zwłaszcza wpadki. Uczestnicy jednak nie podzielali w większości odczuć widowni. Nasze kryteria oceny tego, że dana impreza była dobra są zupełnie inne od tych, którymi kierują się oglądający. Poziom rekonstrukcji II-go wojennych w Polsce z roku na rok znacznie się polepsza. Wystarczy wspomnieć “Barbarossę” w Przemyślu, czy “Czerniaków 1944-2007″. Dzięki choćby tym dwóm imprezom poprzeczka powędrowała wysoko, a tymczasem mam wrażenie, że “Bzura” jakby utknęła w miejscu. Nie wierzę by z tych brochowskich pól, na których już od pięciu lat w każdą trzecią niedzielę września wylewam swój pot, nie dało wycisnąć się czegoś więcej.

Oczywiście już po wszystkim nie mogło zabraknąć możliwości pogłaskania po grzywie poczciwego ułańskiego konia, czy popukania w pancerz naszego rekonstrukcyjnego czołgu PzKfw II (tak na wszelki wypadek, by upewnić się czy nie jest z dykty). W ruch poszły migawki aparatów, co naturalnie wymuszało uśmiech na umęczonych i brudnych twarzach, jeszcze przed chwilą walczących rekonstruktorów. Kilka minut przedtem, wydawało by się śmiertelni wrogowie, teraz już jako spokojni rekonstruktorzy przebrani w mundury polskie jak i niemieckie, zgodnie ściskali sobie mocno po żołniersku dłonie obiecując, że za rok znowu na brochowskich polach “skrzyżują ze sobą bagnety”. I ja się do tego dołączam, bo czy można sobie wyobrazić ruch rekonstrukcji historycznej bez “Bzury” (?), do zobaczenia!

Otagowano: , ,

Maciej Radwański jest członkiem GRH “Pionier 39″ istniejąceją od 2006, w której odtwarza sylwetkę sapera szturmowego Wehrmachtu, a także GRH Frontu Wschodniego “Kalina Krasnaja”. Pierwszy kontakt z rekonstrukcją historyczną miał kilka lat temu za sprawą Grupy AA7. Znające go osoby cenią go za dążenie do maksymalnie wiernego odtworzenia wybranej postaci. Na co dzień student Prawa na UW.
| Wszystkie posty autora: Maciej Radwański

Wpisz odpowiedź

*
To prove you're a person (not a spam script), type the security word shown in the picture. Click on the picture to hear an audio file of the word.
Click to hear an audio file of the anti-spam word