This website and domain are for sale. Serious inquiries only! Please ask at admin@reenacting.eu

Reenacting.eu

Portal informacyjny rekonstrukcji historycznej w Polsce

Zlot GRH - Dni Ułana 20-22 kwietnia, Poznań

Dodane przez Michał Marianowski • Apr 26th, 2007 • w kategoriach: I Wojna Światowa, II Wojna Światowa, Relacje

Poznańskie Dni Ułana - 21-22 kwietnia 2007Gdybym miał wskazać organizatorów imprezy historycznej, od których inni mogliby się uczyć, mój wybór padłby chyba obecnie na Stowarzyszenie Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie. Dlaczego? Za sprawą świeżych wrażeń z świetnie przygotowanego, praktycznie pod każdym względem, Zlotu Grup Rekonstrukcji Historycznej, jaki odbył się w czasie obchodów Dni Ułana w Poznaniu. Zapraszamy do zapoznania się z relacją z tego wydarzenia oraz obejrzenia FOTOGALERII z SOBOTY oraz FOTOGALERII z NIEDZIELI, udostępnionych dzięki uprzejmości Michała Szewczyka z GRH 101 Airborne oraz Rafała Wylegały z Sony Foto Team.

Jest piątek 20 kwietnia, zbliża się godzina 22.00. Wraz z kolegami z GRH 101 Airborne docieramy właśnie do społecznego gimnazjum, w którym zlokalizowana jest baza zlotu. Szybka rejestracja u “dyżurnej” i już przemieszczamy się na naszą kwaterę - przypada nam w udziale sala gimnastyczna. Już na holu niektórzy witają się ze znajomymi z innych grup, drogę przecina nam ogromny owczarek niemiecki na etacie w GRH 1 SKC. Zrzucamy graty i już po chwili jesteśmy ubrani jak należy. Jesteśmy dość późno, więc niestety ominęła nas część w której wg programu miały odbyć się prezentacje poszczególnych grup. Ponieważ wieczór jest “wolny” zaczynają się rozmowy na temat sprzętu i uzbrojenia, “fantów” upolowanych ostatnio na aukcjach, czy też planach na najbliższe miesiące. Wygląda na to, że u innych grup toczą się podobne rozmowy. Wraz z paroma osobami postanawiamy skorzystać z pogodnego wieczora i pogadać nieco na zewnątrz. Jako że ustawiliśmy się przy wejściu, przechodzący ludzie z innych grup od czasu do czasu dołączają się do naszej rozmowy, albo po prostu witają i zapowiadają “pogadamy jutro”. Mijają nas reenactorzy z PSZ, FJR1, Pomeranii 1945. Jest też grupa z Czech, odtwarzająca jednostkę walczącą na emigracji pod skrzydłami brytyjskimi. Niektórzy kładą się wcześniej, inni toczą dłuższe pogawędki i później wracają “na kwaterę”. Budzi nas

ranek.

Jak zwykle zjawia się on bezlitośnie, wyrywając niektórych z błogiej drzemki nawet przed oficjalną pobudką o 7 rano. Dwa czajniki elektryczne ustawione na korytarzach pracują na pełnych obrotach gotując wodę na kawę i herbatę, automat z ciepłymi napojami również przeżywa oblężenie. Około godziny 9tej wszyscy czekają już gotowi i w pełnym oporządzeniu na zewnątrz, gdzie jeden z organizatorów ustawia grupy do apelu. Po zameldowaniu grup jeszcze tylko kilka ogłoszeń porządkowych i w ustalonym porządku grupy rozlokowują się w dwóch autokarach, jakie mają nas dowieźć do ośrodka jeździeckiego na Woli, gdzie wg planu tego dnia mamy “zrobić swoje”, w końcu

docieramy na miejsce.

Wszystkie grupy zajmują stanowiska wyznaczone przez organizatorów i zaczynają przygotowywać swoje “dioramy” i wystawki. Zadziwiające jak ciekawe stanowiska potrafią przedstawić niektóre grupy, mając ok. dwóch godzin na ich naszykowanie. GRH 3 Bastion Grolman w umundurowaniu z okresu Powstania Wielkopolskiego siedzi się na okopanej pozycji ciężkiego karabinu maszynowego, obok której na ogniu wolno pichci się obozowa strawa. PSZ tradycyjnie już podnosi na duchu wszystkich potencjalnych rannych, widokiem swojego świetnie wyposażonego szpitala polowego. FJR1 oddaje się w tym czasie naziemnym ćwiczeniom ze spadochronami, koledzy z Czech rozstawiają dwa namioty i prezentują mini-wystawę historycznych fotografii odtwarzanej przez nich jednostki, a 101 Airborne pogłębia swoje okopy, z których najciekawiej przedstawia się stanowisko trzyosobowej załogi “trzydziestki”. Na swoich obozowiskach utrzymanych w podobnej konwencji rozstawiają się również AA7, Pomerania 1945, GRH Paraglite, 1 SKC, Odwach, WSH “Historica” oraz nieznana mi z nazwy (niestety) grupa ze Śląska, odtwarzająca wrześniową piechotę. Potem jeszcze tylko wojskowy obiad i rozpoczynają się

przygotowania do inscenizacji.

Pirotechnicy zakładają środki pozoracji pola walki, przypominane są scenariusze obu zaplanowanych potyczek, przypominane są też zasady bezpieczeństwa, wydawana jest broń salutacyjna. Na widowni gromadzi się kilkaset osób ? nie za dużo, ale “coś za coś” - ciekawy teren z malowniczą ścianą lasu w tle położony jest nieco na uboczu miasta, tak więc nie dziwi stosunkowo niewielka frekwencja publiczności. Nareszcie zaczyna się

starcie z kampanii wrześniowej.

Do pozycji polskiej piechoty zbliża się niemiecka kolumna zmotoryzowana. Na szpicy dwa motocykle zwiadu, za nimi transporter opancerzony, wóz pancerny i odkryta ciężarówka. Pierwsi ogień otwierają z broni ręcznej Polacy. Po pierwszym ostrzale, Wehrmaht wyskakuje z pojazdów i rozwija szyk do natarcia, w tym samym czasie na pozycjach obrońców zaczynają rozrywać się pociski artylerii. W kierunku nacierających Niemców zostaje wyprowadzony niewielki kontratak skrzydłami, jednak zostaje on zatrzymany, a uczestniczący w nim polscy piechurzy zostają w większości wzięci do niewoli, na polu leżą też nieliczni ranny i jeden czy dwóch zabitych. Chwilę później Niemcy oczyszczają ostatni bastion oporu i sytuacja wydaje się beznadziejna. Lecz oto (jak zwykle) nadjeżdża kawaleria (w końcu to Dni Ułana), a z zamieszania korzystają niedoszli jeńcy Polscy, którzy ponownie chwytają za broń, lub w walce wręcz powalają kilku Niemców, podczas gdy pozostali wskakują szybko na pojazdy i zarządzają odwrót. Publiczność nagradza uczestników widowiska brawami i następuje

wymiana obsady.

Na placu boju znów znajdują się Niemcy, tym razem zamaskowani w zasadzce na trzech pozycjach bojowych. Niczego nieświadomy konwój aliancki wjeżdża wprost na przedpole niemieckie. Jadący z przodu Halftruck wylatuje w powietrzu na minie przeciwpancernej. Jeszcze zanim opadają na ziemię pył i grudy ziemi po eksplozji, zamaskowane pozycje plują ogniem broni ręcznej i maszynowej w kierunku konwoju. W pierwszych kilku sekundach starcia pada kilku amerykanów idących po prawej stronie wozów, rozlegają się pierwsze komendy “take cover” oraz pierwsze krzyki rannych. Ci którzy mieli nieco więcej szczęścia i nie dostali postrzału w pierwszym momencie walki, teraz schronili się za pojazdami i szybko wezwali wsparcie artyleryjskie nakierowując ogień na pozycje niemieckie. Po morderczym ostrzale Amerykanie, i żołnierze PSZ przeprowadzają skoordynowane natarcie na pozycje przeciwnika. Po drodze strzałami broni ręcznej padają rażeni kolejni żołnierze, jednak ofiar i rannych nie brakuje też po stronie niemieckiej za sprawą ostrzału artylerii. Pośród leżących na polu rannych uwijają się służby medyczne PSZ, udzielając pierwszej pomocy i zwożąc rannych w najgorszym stanie do szpitala polowego na tyłach, gdzie każdy może liczyć na fachowe opatrzenie i kawałek pryczy. Na jedną z pozycji Wehrmahtu Kubelwagenem docierają jeszcze posiłki w postaci kilku SS-manów, jednak nie są oni już w stanie zmienić biegu wydarzeń, gdyż w tym samym czasie dwa z trzech punktów oporu są już zajęte, a trzeci jest właśnie szturmowany przez pozostałych przy życiu Aliantów. Rzucane są granaty, gdzieniegdzie dochodzi do walki wręcz, wreszcie ostatnia pozycja pada, a po chwili znów rozlegają się gromkie brawa zgromadzonej na widowisku publiczności. Grupy demontują swoje “dioramy”, zasypują okopy i wsiadają do autokarów, które kierują się

z powrotem do bazy.

Większość zrzuca z siebie wyposażenie, ustawiają się kolejki do pryszniców. Spora część uczestników zlotu (odtwarzająca polskie oddziały) udaje się jeszcze na capstrzyk i apel poległych pod pomnik 15. Pułku Ułanów Poznańskich. Po zmyciu z siebie “frontowego pyłu” rozpoczyna się integracyjny grill, jednak ze względu na niezbyt dużą ilość miejsc siedzących, część rozmów przenosi się pod wejście do budynku szkoły, część na korytarze, część do sal. Tu i tam rozlegają się co jakiś czas gromkie salwy śmiechu, opowiadane są dowcipy, omawiane są żywe wspomnienia z dzisiejszych inscenizacji, wszyscy przeżywają to raz jeszcze. Niektóre grupy snują razem wspólne wstępne plany na kolejne imprezy, omawiane i porównywane jest wyposażenie i uzbrojenie poszczególnych grup, np. różnice między niemieckim MG-34 i amerykańskim Browningiem cal. 0.30. Niektórzy kładą się wcześniej, znużeni trudami walk, inni przeciągają rozmowy do późnych godzin, a wszystko w całkiem sympatycznej atmosferze. Następnego dnia

impreza przenosi się na teren Cytadeli.

Na soczystozielonym trawniku obok ściany do malowania dla dzieci rozstawiają się grupy niemieckie, amerykańska i czeska. W tym czasie “Polacy” wsparci przez 82 abn uczestniczą w paradzie w centrum miasta i mszy świętej. Potem dołączają w iście piknikowej atmosferze do rozstawionych już wcześniej grup. Tym razem nie wolno kopać okopów (zrozumiałe w parku miejskim), dlatego większość prezentuje swój sprzęt przy pojazdach, lub przy rozłożonych namiotach. Najwytrwalej atakuje dzieciarnia, pytająca ciągle “pszepana, do czego to?”, “a czy ten hełm to prawdziwy?” itd., czyli znany wszystkim “koszmar rekonstruktora”. Zaraz za najmłodszymi w ogonku do “kolegowania się” ustawiają się lekko przygrzani słońcem miłośnicy zupki chmielowej, dla których różnica między pionem a poziomem jest dosłownie płynna. W tym czasie odbywają się pokazy jeździeckie ? swoje umiejętności prezentuje zespół dziecięcy, amazonki i wreszcie ułani i szwoleżerowie. Ogłoszone zostają wyniki zawodów jeździeckich Militari i

wkraczamy do akcji.

Tym razem jako pierwsza zaprezentowana zostaje potyczka z frontu zachodniego, na którym na wycofującą się zmęczoną i pobitą kolumnę niemiecką oczekują w zasadzce połączone siły amerykanów i PSZ. Kolumna zostaje ostrzelana przez artylerię, Niemcy zeskakują z wozów i zalegają. Strzały rozlegają się stosunkowo rzadko, ze względu na niezbyt dużą ilość amunicji po obu stronach. Natarcie alianckie w pewnym momencie załamuje się i piechota przeciwnika kontratakuje, jednak ostatecznie kontratak ten zostaje powstrzymany i spora część Niemców zostaje wzięta do niewoli. Szybki ukłon, brawa tym razem zdecydowanie liczniejszej publiczności i znów zamiana - zastępują nas “wrześniowcy”.

Na wycofującą się grupę piechoty atakują mający zdecydowaną przewagę Niemcy, kilku Polaków pada, jednak podobnie jak dzień wcześniej sytuację ratuje kawaleria. Tu nie mogę oprzeć się małej uszczypliwości, ale gdyby zamienić mundury ułanów krążących wokół Niemców na indiańskie stroje, a Feldbluze i Stahlhelmy na ubiór amerykańskich osadników, sceneria byłaby jak wypisz wymaluj wyjęta z niskobudżetowego filmu o Dzikim Zachodzie. I tą małą złośliwością przejdę do

podsumowania.

Zlot Grup Rekonstrukcji Historycznej zaliczam do bardzo udanych imprez, głównie dzięki za sprawą wysokiego poziomu organizacyjnego ? od uczestników nie było pobierane żadne wpisowe, każdy miał gdzie spać, ugoszczono nas także całkiem krzepkim obiadem jednego i drugiego dnia zlotu oraz kolacją w sobotę. Broń salutacyjna oraz amunicja do niej (mimo że w stosunkowo niewielkiej ilości) również nie pociągała za sobą wydatków z portfela uczestnika i tak to właśnie moim zdaniem powinno wyglądać na każdej tego typu imprezie. Wszelkie kwestie organizacyjne były załatwiane na bieżąco, dobry był także obieg informacji między organizatorami a szefami grup. Starano się także trzymać harmonogramu imprezy, co w całkiem dużym stopniu udało się, również dzięki zdyscyplinowaniu grup zaproszonych do udziału w imprezie.

Jako bardzo udaną oceniam sobotnią inscenizację frontu zachodniego ? sporo spektakularnej pirotechniki, udział pojazdów, realistyczny przebieg potyczki, w której ilość rannych i poległych szła w parze z warunkami terenowymi, bo ile osób mogłoby w realnym boju przetrwać frontalny atak otwartym terenem na umocnione pozycje? Niestety w inscenizacjach z kampanii wrześniowej znów dał o sobie znać “syndrom nieśmiertelnego” i to po obu stronach, choć bardziej rzucał się on w oczy po stronie polskiej. I ta kawaleria… Kiedy oglądam większość pokazów o wrześniu 1939 roku dziwię się, że Polska nie wygrała tej wojny. Ale to już temat na oddzielny artykuł z serii “realizm czy widowisko” (może kiedyś uda nam się takowy napisać).

Podsumowując - największe słowa uznania za ten zlot należą się organizatorom z PSZ, ale uniesiony kciuk pokazałbym także wszystkim grupom uczestniczącym w imprezie, za przyjacielską i bezkonfliktową atmosferę oraz wspólne dążenie do tego, aby zaserwować widzom i sobie nawzajem jak najlepszą i jak najbardziej profesjonalną imprezę. Jeśli tylko czas pozwoli, za rok chętnie znów zagościłbym na Dniach Ułana w Poznaniu.

Otagowano: , , ,

Michał Marianowski to członek GRH Airborne 101. Odtwarza w niej strzelca ? zwiadowcę. Swoją przygodę z reenactingiem rozpoczynał w Lidze Baronów. Cechuje go wielki perfekcjonizm w tym co robi. Dużą uwagę przykłada do wyglądu odtwarzanej postaci, umundurowania, ekwipunku, wiedzę merytoryczną i praktyczną. Dotyczy to wszystkich epok historycznych. Chętnie służy pomocą, udziela cennych rad i wskazówek miłośnikom historii i reenactingu, którzy dopiero rozpoczynają swoją przygodę z ?żywą historią?. Oprócz rekonstrukcji historycznej jego wielkim zamiłowaniem jest paintball i harcerstwo. Wiele czasu poświęca również webdesign`owi i grafice komputerowej.
Napisz do autora | Wszystkie posty autora: Michał Marianowski

Wpisz odpowiedź