This website and domain are for sale. Serious inquiries only! Please ask at admin@reenacting.eu

Reenacting.eu

Portal informacyjny rekonstrukcji historycznej w Polsce

Bzura 2007 - relacja [cz2]

Dodane przez Marysia Zyzak • Oct 3rd, 2007 • w kategoriach: II Wojna Światowa, Relacje

Po drugiej stronie barierki.

Bzura 2007 relacja Z doświadczenia wiem, że na imprezy najlepiej przyjeżdżać wcześniej, dlatego do Brochowa przyjechałam w sobotę ostatnim autobusem z Sochaczewa. Na dworze była piękna polska złota jesień, pogodnie oświetlana promieniami zachodzącego słońca. Na brochowskim polu niestrudzony wiatr wydzierał ciepło, a gdy słońce się schowało za drzewa, stało się już całkiem zimno. Udało mi się zobaczyć ostatnie chwile próby. Przy rzeczce były kręcone sceny do filmu o generale Kutrzebie: oddziały polskie z konnicą na czele, wyłaniają się z sztucznej mgły. Rozsiani po okolicy żołnierze, stłoczeni w grupki siedzący w trawie, ćmili papierosy. Po przywitaniu się ze znajomymi i odnalezieniu Stege, poszliśmy razem do koszar.

W niedzielę czas się wlókł niemiłosiernie w oczekiwaniu na inscenizację. Publiczności zgromadziło się dużo i był problem ze znalezieniem dobrego miejsca. Jednak zostałam miło zaskoczona przez organizatorów: specjalnie dla fotoreporterów zostały postawione trzy ciężarówki, na które wstęp miały osoby z identyfikatorami, a całości pilnowali kompetentni ochroniarze. Korzystając z wolnego czasu zgłosiłam się do namiotu prasowego i dostałam bez problemu legitymację. Wybrałam stanowisko po stronie polskiej.

W oczekiwaniu na główną inscenizację widzowie okazywali swoiste poczucie humoru: “Powinno się zacząć za pięć minut, ale jeśli Polacy faktycznie chcą zaskoczyć Niemców, muszą atakować natychmiast”. Jednak pomimo tych żartobliwych wskazówek, polskie natarcie rozpoczęło się punktualnie o 15. Ponieważ głośniki były tylko przy trybunie dla VIPów, nie wszędzie było słychać narratora. Większość ludzi zgadywała co się dzieje. Na początku z wiejskich chatek uciekała ludność cywilna. Była to nowość w scenariuszu, ponieważ w zeszłych latach domki były jedynie ładnie palącą się i wybuchającą dekoracją. Nasuwa się jedynie pytanie: dlaczego ze wsi ucieka ludność ubrana na miejską modłę? O chłopach na bosaka czy wozie drabiniastym z jakąś chabetą nie wspomnę. Tylko jakieś “niedobitki z Powstania” - ci sami ludzie odgrywali cywili w inscenizacji “Czerniaków1944-2007″. To niedociągnięcie zostało ostro skrytykowane przez wiecznie czujnych na potknięcia widzów.

Nowością było ogrodzenie całego terenu i przeniesienie części akcji za chatki oraz o wiele bezpieczniejsze odprowadzenie z pola galopującej kawalerii. W zeszłym roku ochrona nie panowała nad przejściem dla koni i zdarzało się, że rozpędzone rumaki na swojej drodze napotykały żądnych lepszego miejsca widzów. Dalej było to co zwykle: po polu na przemian ganiali się Niemcy z Polakami. Co jakiś czas wyskakiwała trójka koni by podciągnąć działko i amunicję. Wreszcie nastała długo oczekiwana szarża kawalerii, jednak ułani przeparadowali tylko zebranym galopem przez pole i zniknęli w krzakach. Nie wszystkie konie były ostrzelane co powodowało zamieszanie w szyku. Potem brawa zebrał “nieśmiertelny Polak”, który pobiegł po swojego rannego towarzysza pod niemieckie karabiny. Ludzie zaczęli częściej spoglądać na zegarki.

Kolejny powód do złośliwej radości przynieśli niemieccy saperzy, którzy mieli wysadzić most na rzece. Dodam że w tym roku nie było mostu, więc saperzy nie wiedzieli gdzie on “jest”. Najpierw pobiegli w krzaki, by po chwili pojawić się przy polskich zamaskowanych wiwatówkach i spytać się obsługę gdzie mają się udać. Potem zalegli na brzegu rzeki, gdzie okazało się, że ładunki wybuchowe, które mieli “odpalić” nie zostały założone, bo osoba za to odpowiedzialna je zgubiła. Byli oni jednymi z pierwszych “ofiar” tej “wojny”, ponieważ na polu rządziła nieśmiertelność aktorów.

Bzura 2007 relacjaPewne zdumienie przyniósł zabłąkany marynarz po stronie polskiej. Czego on szukał na polach brochowskich nikomu nie wiadomo, bo przecież żaden ORP Orzeł czy Wicher nie przypłynął. Równie dobrze z rzeki mógł się wyłonić niemiecki U-boot, by wpaść na środek pola i zmielić śrubami chatki. Byłoby to nawet dobre, ponieważ pirotechnika nie zadziałała sprawnie i nie wszystkie domki poszły z dymem, chociaż po polu niestrudzenie biegał pan pirotechnik. Wreszcie długo oczekiwany koniec. Żołnierze powstają z martwych, grupy odtwórcze ustawiają się do defilady.

Potem widzowie zostają wpuszczeni na pole by móc zrobić sobie zdjęcie oraz znaleźć pamiątkę w postaci łuski. Towarzyszy temu ogólne rozczarowanie, ponieważ zawsze mogło być lepiej i piękniej. Nie chodzi wcale o bardziej dekoracyjne chatki, czy większą ilość odtwórców, koni i maszyn. Mam na myśli to, że większość odtwórców pojawia się na brochowskim polu “bo tak trzeba”, “bo to jedna z większych inscenizacji w Polsce”, “bo wypada mieć odhaczone w kalendarzu imprez obecność”. Widać było, że aktorzy grają na pół gwizdka, a przecież od ich zaangażowania się zależy powodzenie widowiska. Myślę, że właśnie z takiego nastawienia uczestników wynika, że co roku na polu brochowskim jest tylu nieśmiertelnych, źle umundurowanych, kawaleria przemyka po ciuchu na swoje stanowisko bez pieśni na ustach i ułańskiej fantazji, a ze scenariusza nie wynika kto właściwie wygrał starcie.

Chciałabym napisać coś dobrego o Bzurze, po za tym, że była, jednak po tej stronie barierki jest tylko rozczarowanie i nadzieja, by Bzura 2008 była lepsza. Właśnie dlatego, my widzowie, stawimy się w następnym roku na brochowskim polu - by podziwiać, przeżywać i krytykować, bo to między innymi dzięki naszej konstruktywnej krytyce poziom inscenizacji w Polsce cały czas rośnie.

Otagowano: , , ,

Marysia Zyzak należy do PPST Liga Baronów, w którym działa od 2001 roku. Nieprzypadkowo odtwarza postać XVII w. “buńczucznego” - prócz rekonstrukcji historycznej jej zamiłowaniem jest jazda konna. W redakcji działa głównie jako “nadworny” fotograf, regularnie dostarczając odwiedzającym nas internautom porcje starannie wyselekcjonowanych ujęć z imprez historycznych od średniowiecza po czasy bliskie współczesnym. Dzięki darowi niebywale łatwego nawiązywania nowych kontaktów pozyskuje od czasu do czasu coraz to nowych, wartościowych współpracowników dla naszego portalu, szczególnie koleżanki i kolegów “po fachu”, czyli “tych zza obiektywu”…
Napisz do autora | Wszystkie posty autora: Marysia Zyzak

Wpisz odpowiedź

*
To prove you're a person (not a spam script), type the security word shown in the picture. Click on the picture to hear an audio file of the word.
Click to hear an audio file of the anti-spam word