This website and domain are for sale. Serious inquiries only! Please ask at admin@reenacting.eu

Reenacting.eu

Portal informacyjny rekonstrukcji historycznej w Polsce

Inscenizacja historyczna Operacja Barbarossa - 25.05 - 27.05.2007 - Przemyśl

Dodane przez Maciej Radwański • May 29th, 2007 • w kategoriach: Aktualności, II Wojna Światowa, Relacje

Inscenizacja historyczna Operacja Barbarossa-  25.05 - 27.05.2007 - PrzemyślW majowy weekend Przemyśl przypomniał sobie na parę dni o tradycjach garnizonowego miasteczka, tętniącego żołnierskim życiem. Do tego pięknego miasta nad Sanem przyjechali rekonstruktorzy z Polski i z zagranicy, odtwarzający siły zbrojne Niemiec i Związku Radzieckiego z okresu II Wojny Światowej. Ponownie o miejski bruk zastukały podkute żołnierskie buty, a zieleń mundurów odbijała się w sklepowych witrynach. Wszystko to za sprawą zorganizowanej inscenizacji historycznej “Operacja Barbarossa”.

Zobacz GALERIĘ Z PRZYGOTOWAŃ DO INSCENIZACJI
oraz REPORTAŻ TVP3 RZESZÓW

Rekonstrukcja miała przybliżyć wydarzenia z czerwca 1941 roku, kiedy to żołnierze Wehrmachtu zdobyli strategicznie ważny most kolejowy na rzece, by tym samym otworzyć drogę reszcie sił, do natarcia w głąb Związku Radzieckiego. Dużą zaletą inscenizacji było to, że odbyła się w tym samym miejscu, w którym odtwarzane wydarzenia działy się naprawdę. pobieranie broni Na realizm i atrakcyjność inscenizacji wpłynęły m.in.: przestrzeganie regulaminu mundurowego, który nie pozwalał na specjalne odstępstwa od wyglądu żołnierza z czerwca 1941 roku, duuuuuuużo sprawnej broni i pirotechniki oraz pogoda, która wyraźnie dopisała i była podobna do tej z początku wydarzeń które miano odtworzyć.

Ale po kolei…

Do Przemyśla rekonstruktorzy zaczęli zjeżdżać już w piątek 25 maja. Większość dotarła na miejsce dopiero w dniu następnym. Wiadomo, że na wojnie najgorsze jest czekanie, dlatego organizatorzy zadbali o to, by “wojsku” się nie nudziło. Dlatego, co mnie bardzo cieszy, miałem nareszcie okazję, by przyjrzeć się z bliska legendarnej twierdzy Przemyśl, po której nas ciekawie oprowadzono, czy też zobaczyć cmentarze wojenne z czasów wielkiej wojny. Miało także miejsce szkolenie z użycia broni, którą później posługiwano się podczas inscenizacji.

W sobotę po południu każde środowisko rekonstrukcyjne ćwiczyło swój element scenariusza. Oj namachano się wiosłami ćwicząc przeprawę Niemców przez San, czy spociło biegając chyba po sto razy przez most kolejowy na Sanie. Co i rusz zdumieni gapie widzieli jak stacza się działka, czy czołg z lawety i chowa po bramach i dziedzińcach. A że słońce i przygotowania były nieubłagane, część rekonstruktorów skorzystała z okazji i pod koniec dnia ochłodziła się w rzece.

przygotowywanie atrap ładunków na mościeW niedzielę dzień zaczął się od odprawy dowódców poszczególnych grup oraz od apelu. Potem przemaszerowano przez miasto do miejsca gdzie wydano rekonstruktorom broń. Tu warto zaznaczyć, że karabiny, pistolety oraz amunicja pozoracyjna były zadbane, działały bez zarzutu i przede wszystkim było ich pod dostatkiem. Po tym jak każdy nacieszył się bronią, przemaszerowano już na miejsce inscenizacji. Tam ostatecznie dopracowywano wygląd pola walki - odpowiednie służby zabezpieczały teren inscenizacji przed wtargnięciem gapiów; saperzy wyznaczali pola pirotechniczne i zakładali ładunki.

Strona niemiecka szykował się do ataku - przygotowywano pontony desantowe, ustawiano na pozycjach wyjściowych czołg i działko; ćwiczono przecinanie atrap ładunków wybuchowych na moście które podczas ataku miano unieszkodliwić…

Strona radziecka szykowała się do obrony Strona radziecka szykowała się do obrony - wytaczano i ustawiono na pozycji działko, zasieki…

Punktualnie o godzinie 13.15 grupa saperów Wehrmachtu, identycznie jak 66 lat temu, wbiegła ile sił w nogach na most kolejowy zaczynając tym samym inscenizację. Po osiągnięciu przez pionierów połowy długości mostu (czyli po przekroczeniu granicy między terytorium kontrolowanym przez Niemców a ZSRR wyznaczoną jeszcze we wrześniu 1939 roku), żołnierze Armii Czerwonej otworzyli ogień. Drżącymi rękoma i z przyśpieszonym biciem serca przecinano nożycami druty, unieszkodliwiając tym samym ładunki wybuchowe przygotowane do wysadzenia mostu. By pomóc swoim saperom wykonać zadanie, reszta żołnierzy Wehrmachtu związała ogniem stronę radziecką, a do akcji włączyła się również artyleria. Nagle mimo hałasu dało się słyszeć chrzęst gąsienic, a potem jakby znikąd pojawiło się stalowe cielsko wiernej repliki czołgu PzKpfw II, zasypującego morzem ognia zaskoczonych czerwonoarmistów na przeciwległym brzegu Sanu. Wykorzystując tę sytuację reszta sił głównych Wehrmachtu rzuciła się z pontonami w stronę rzeki, by przeprawić się do wroga. W tym czasie pionierzy dali znać flarą, że most został już uchwycony i można po nim dotrzeć do pozycji zajmowanych przez Armię Czerwoną. W tej sytuacji do walki przyłączył się kolejny oddział Wehrmachtu, przebiegając po zdobytej konstrukcji. Tym czasem saperzy, którzy uprzednio zdobyli most, teraz wysadzili przeszkody terenowe już po radzieckiej stronie, by umożliwić żołnierzom zbiegającym z mostu i z desantu przez rzekę przedostanie się bezpośrednio pod pozycje Armii Czerwonej. Krasnoarmiejcy widząc co się dzieje, opanowując bałagan w swoich szeregach spowodowany zaskoczeniem, przeprowadzili szybki kontratak. Teraz trwała najintensywniejsza wymiana ognia, co i rusz na pas ziemi niczyjej wytaczały się ciała rannych i zabitych, a sanitariusze z obu stron uwijali się jak w ukropie, opatrując i znosząc rannych towarzyszy. Żołnierzom Armii Czerwonej udało się chwilowo przycisnąć nacierających do ziemi, jednakże Niemcy związując ich siły od przodu oraz atakując z flanki, ostatecznie zdominowali pole walki.

W końcu ustał huk wystrzałów oraz opadł dym po wybuchach. Dało się słyszeć krzyki dowódców zbierających swoich żołnierzy oraz brawa ze strony publiczności. Inscenizacja trwająca pół godziny dobiegła końca. Rekonstruktorzy zmęczeni, ale zadowoleni, ścierali pot z czoła, strzepywali kurz z mundurów, poprawiali oporządzenie i ustawiali się w kolumnę. Podziękowań i wyrazów uznania dla tych dzięki którym projekt “Operacja Barbarossa” doszedł do skutku oraz dla biorących udział w inscenizacji nie było końca. Narrator długo wymieniał środowiska biorące udział w tej imprezie.

zdawanie broniNastępnie przemaszerowano na rynek, a stamtąd do miejsca gdzie miano oddać broń, pożegnać się i wrócić do domów.

Rekonstruktorzy zostali przyjęci bardzo dobrze, zwykli cywile zachowywali się otwarcie i nie było żadnych niepożądanych emocji z ich strony. Jest to dość ważne, bo czasami zdarza się że niezaangażowani i nie rozumiejący ruchu rekonstrukcji historycznej oceniają odtwarzających Wehrmacht czy Armię Czerwoną tylko po szatach, nie zadając sobie fatygi by dowiedzieć się o co w tym wszystkich chodzi… Duże brawa za organizację - wreszcie udowodniono, że duża inscenizacja o międzynarodowym wymiarze (obok rekonstruktorów z Polski, udział gości m.in. z Czech i z Rosji) może zacząć się o planowanej godzinie, bez nerwów, a na polu walki nie będzie bałaganu i niepotrzebnych przerw w akcji. Na jedzenie i wodę, której było pod dostatkiem, a jakie za darmo zapewnił organizator, też nie można narzekać. Słowem z mojej perspektywy warto było wyrwać się w środku sesji egzaminacyjnej i tłuc się przez pół Polski, by wziąć udział w “Operacji Barbarossa”. Moim zdaniem, już nie w kategorii pobożnych życzeń lecz stwierdzenia faktu można powiedzieć, że ta impreza wpisze się na stałe w kalendarz rekonstrukcji i można ją śmiało stawiać za wzór.

Otagowano: , ,

Maciej Radwański jest członkiem GRH ?Pionier 39? istniejąceją od 2006, w której odtwarza sylwetkę sapera szturmowego Wehrmachtu, a także GRH Frontu Wschodniego ?Kalina Krasnaja?. Pierwszy kontakt z rekonstrukcją historyczną miał kilka lat temu za sprawą Grupy AA7. Znające go osoby cenią go za dążenie do maksymalnie wiernego odtworzenia wybranej postaci. Na co dzień student Prawa na UW.
Napisz do autora | Wszystkie posty autora: Maciej Radwański

Wpisz odpowiedź